Co i gdzie jedliśmy w Nowym Jorku?
Jadąc do Nowego Jorku spodziewałam się kulinarnych odkryć, wyjątkowych restauracji i odkrywania kuchni świata. Byliśmy na miejscu niecały tydzień, a ilość miejsc do zobaczenia dosłownie przytłaczała. Każda z atrakcji wydała się warta zobaczenia, więc przeszliśmy kilometry pieszo i stale przemieszczaliśmy się metrem. Okazało się więc, że jedzenie było tylko mało znaczącym dodatkiem, nigdzie się nie rozsiadaliśmy na dłużej, każda przerwa na posiłek była szybka, byle dalej, byle zwiedzić coś jeszcze. Zapisałam jednak kilka adresów i pomysłów na to, gdzie można zjeść szybko i w przystępnych cenach.
Hamburgery, Shake Shack, w okolicach Dumbo
Wspaniałe popołudnie spędziliśmy na Dumbo z widokiem na Manhattan Bridge. Na obiad wybraliśmy burgery z frytkami w sieciówce Shake Schack. Jakie było nasze zaskoczenie, że w tamtejszym fastfoodzie do posiłku można zamówić piwo 🙂

Hot-dogi, Budka z hot-dogami, Bryant Park
Nasz kolejny przystanek po zwiedzaniu między innymi nowojorskiej biblioteki był w Bryant Parku. To miejsce zachwyciło nas położeniem wśród wieżowców. Nowojorczycy pracujący w okolicy mogą tam zjeść lunch na świeżym powietrzu. To tam spróbowaliśmy słynnych nowojorskich hot-dogów. Ich fenomenu do tej pory nie rozumiem. Zarówno bułka, jak i parówka przypominają te używane w sieci Ikea. Po fakcie dowiedzieliśmy się, że powiniśmy wziąć wersję z kiszoną kapustą, ale do teraz nie mam przekonania co do tego pomysłu. Co ważne, w budce nie można było płacić kartą, to był chyba jedyny raz, gdy w USA wybieraliśmy gotówkę z bankomatu. Jedynym plusem była lokalizacja i fakt, że tego słynnego hot-doga jedliśmy w jednym z najbardziej klimatycznych parków w Nowym Jorku.
Pizza, Artichoke Basille’s Pizza
Zwykle po całodziennym zwiedzaniu wracając do wynajmowanego mieszkanka (nie lubię zdrobnień, ale to naprawdę było mieszkanko) braliśmy pizzę sprzedawaną na kawałki. Koszt takiego kawałka to 99 centów (plus podatek, bo w USA wszystkie ceny podawane są bez podatku). Po przejściu obok budynku Vessel, a następnie trasą przez High Line (szybkim krokiem, bo po pierwsze było mnóstwo ludzi, a po drugie w ogóle nie poczuliśmy klimatu tego miejsca) skierowaliśmy się do Artichoke. Tam zamówiliśmy jeden kawałek pizzy, mimo że byliśmy bardzo głodni (to kolejny argument dla którego High Line przemierzyliśmy szybkim krokiem). Dziękowałam sobie, że doczytałam, że wystarczy jeden kawałek, żeby się najeść. Wzięliśmy pizzę z karczochami, na grubszym cieście z dużą ilością sera i do teraz zastanawiamy się, czy obsługa nie skasowała nas zbyt dużo za napoje. Pizzę zjedliśmy również w Little Italy, włoskiej dzielnicy w miejscu, którego nazwy nie pamiętam. Zaczepił nas mężczyzna pytając, czy jakoś nam pomóc i wskazał nam to miejsce. W lokalu było tylko kilka miejsc do siedzenia, a do lady ustawiały się kolejki. Wzięliśmy pizzę na wynos w kartonowym opakowaniu, a następnie usiedliśmy na boisku i popijaliśmy ją piwem schowanym w papierowej torebce. Czy może być bardziej amerykański posiłek? 😉
Nowojorski sernik
Sernik nie jest moim ulubionym ciastem. Chciałam go jednak spróbować w Nowym Jorku, szczególnie, że podobno jest nieco inny od polskiej odsłony. Miałam zapisanych kilka kawiarni, w których warto go zjeść, ale ostatecznie nigdzie nie było nam po drodze. Jeden kawałek jedzony we dwoje tuż przed wizytą w Muzeum Historii Naturalnej był smaczny, ale nie zostanie w mojej pamięci na długo. Cóż, nawet nowojorski sernik nie zostanie moim ulubionym ciastem.
Nowy Jork to miasto do którego chce się wracać. Kuchnia w stylu amerykańskim nie jest niczym szczególnym, ale wystarcza w biegu, gdy chcemy zwiedzać w wersji fast. Czekam na kolejny wyjazd do tego miasta, żeby odkryć kolejne miejsca, których nie zobaczyliśmy ostatnim razem.




Jeden komentarz
Agata
Następnym razem lecimy z Wami !