Smaki w podróży

Gdzie zjeść na Korfu?

Wybierając się na Korfu liczyliśmy na testowanie pysznej, greckiej kuchni, świeżych owoców morza i ryb, smakowitego gyrosa i tzatzików. Do dzisiaj pamiętam smak pomidorów z Krety, które można było jeść w całości jak jabłko. Czy udało nam się na Korfu spróbować i doświadczyć takich smaków?

Pita Pita, Acharavi

Pierwszy wieczór na Korfu musieliśmy rozpocząć od znalezienia idealnego gyrosa. To raczej proste danie, ale nieodłącznie kojarzy się nam z Grecją. Sprawdzało się podczas naszych pierwszych podróży do Grecji, gdzie najważniejsze było, żeby zjeść tanio i bez obaw o to czy będzie smacznie. Także wtedy, gdy ryby czy owoce morza w ogóle nie gościły w moim menu.

W naszej ulubionej wersji gyros podawany jest na talerzu, z domowymi frytkami obsypanymi oregano, gęstymi tzatzikami, kawałkiem pomidora i zielonego ogórka oraz oczywiście grillowanym chlebkiem pita. Nie przepadam za wersją zawiniętą w chlebku, frytki są wtedy rozmoczone od sosu, ale trzeba przyznać, że jest to szybka i tania przekąska (ok. 2,50 euro). Pierwszego wieczoru na Korfu zamówiliśmy więc dwie porcje gyrosa oraz dwie porcje wieprzowego kebaba. Ten ostatni nie przypominał tureckiego odpowiednika, a raczej koftę, czyli rodzaj szaszłyków z mięsa mielonego. Wspomniana restauracja jest zaraz przy głównej ulicy, mieści się w centrum Acharavi, więc nie ma co liczyć na ładne widoki. Można jednak spodziewać się sympatycznej obsługi. My trafiliśmy na kelnerkę, która opowiadała o swojej nauce języka polskiego wtrącając kilka słów w naszym rodzimym języku. W ramach poczęstunku otrzymaliśmy „domowe ciasto cytrynowe” – powiedziane sprawnie, choć być może przetłumaczone za pomocą translatora. Przy płaceniu rachunku odbyliśmy też dziwną, choć ciekawą rozmowę z właścicielem, która dotyczyła kwestii ekonomicznych i wzrostu cen. To wszystko tylko dlatego, że woleliśmy zapłacić kartą, a nie gotówką. Cóż, wygląda na to, że człowiek może nauczyć się czegoś istotnego nawet przy zamawianiu wieprzowego gyrosa.

Kima, Kassiopi

W drodze na plażę w Kassiopi mieliśmy ochotę coś przekąsić. Mieliśmy wyszukanych kilka restauracji, ale najbardziej zależało nam na miejscu z pięknym widokiem na morze. Bez większego przekonania weszliśmy do restauracji Kima, która na drogą i serwującą niewielkie porcje. Okazało się jednak, że się myliliśmy, bo zjedliśmy tam jeden z lepszych posiłków w podróży po Korfu. Zdecydowaliśmy się na popularne dania, jednak w nowoczesnej odłosnie. Jeżeli musaka, to z krewetkami (a nie tradycyjnie z mięsem mielonym), jeżeli saganaki (smażony, twardy ser) to z sosem malinowym i limonką (a nie tradycyjnie z kawałkiem cytryny).

Nigdy nie zamówiłam dla siebie ośmiornicy, jednak wielokrotnie próbowałam od kogoś z talerza, nigdy też nie rozumiałam jak można być fanem tego dania. W restauracji Kima zrozumiałam fenomen – spróbowana ośmiornica była miękka i bardzo smaczna. W menu znajdowała się w dziale przystawek, więc nie nastawiajcie się, że to duże danie główne. Warto do tego zamówić porcję tzatzików z chlebkiem pita, a do picia oczywiście zimnego Mythosa. Obsługa kelnerska niewiele miała wspólnego z sympatycznymi Grekami, jednak trzeba przyznać, że zarówno smak jak i podanie dań sprawiły, że nie zwracaliśmy uwagi na gburowatego kelnera.

Elisabeth Taverna, Doukades

Miałam tak duże oczekiwania co do tej tawerny, że zostawiliśmy ją sobie na ostatni dzień wakacji. Miało to jedną zaletę: dzięki temu podczas wcześniejszych dni mogliśmy próbować potraw w innych restauracjach, w innym przypadku pewnie zjawialibyśmy się tutaj codziennie. Tawerna wygląda bardzo tradycyjnie i skromnie. To nie miejsce z białymi obrusami i elegancką obsługą kelnerską. Ale przecież nie tego szukamy w greckich tawernach. Dostajemy menu napisane ręcznie (!), co dodaje klimatu. Tawerna funkcjonuje od 60 lat, a w jej wnętrzach znajdziecie pokaźną kolekcję butelek Metaxy.

Uprzedzeni o sporych, mięsnych porcjach wybieramy dania główne pomijając przystawki. Próbujemy pastisadę (10,50 €), która w najbardziej tradycyjnej odsłonie jest z mięsa koguta, jednak my decydujemy się na wołowinę. Ten aromatyczny, czerwony sos z dużymi kawałkami mięsa podany jest z długim makaronem (nieco przypomina penne w wersji XXL). Dwie osoby biorą najbardziej polecane i wyczekiwane danie, czyli stifado (10,50 €). To z kolei mięsny (również wołowy) gulasz podany o dziwo z frytkami. Do jego przygotowania używa się cynamonu i goździków, a smaku dodają małe, słodkie cebulki. Myślę, że to danie warto spróbować odtworzyć w jeden z jesiennych, polskich wieczorów.

Nie możemy się też oprzeć i próbujemy tamtejszej musaki (8 €), czyli zapiekanki z bakłażana i mięsa mielonego. Każdy z nas zamawia również Mythosa w dużym, zmrożonym kuflu. To piwo to całkiem zwyczajny lager, ale nigdzie nie smakuje tak jak w wakacyjnej miejscowości podczas posiłku lub po zwiedzaniu. W ramach poczęstunku otrzymujemy kawałki arbuza, a na trawienie bierzemy tsipouro, czyli brandy z winogron. Różni się od ouzo (nie wyczuliśmy anyżu, co podobno świadczy o dobrej jakości), ale dorównuje mu mocą alkoholu. Jeżeli gdzieś warto spędzić ostatnie popołudnie na Korfu, to na pewno w Elisabeth Taverna, gdzie zasmakujecie prawdziwej Grecji.

Podróżując po Korfu mieliśmy okazję próbować różnych dań, wprawdzie skupialiśmy się na greckiej kuchni, ale nie tylko. Zaliczyliśmy też kilka restauracyjnych wpadek jedząc duże, świeże chociaż przesuszone dorady, fish&chips w miejscu z pięknym widokiem, jednak z kucharzem, który nie używał żadnych przypraw czy otrzymując mrożoną pizzę w instagramowej knajpce przy Kanale Miłości. To jednak świadczy o tym, że nie zawsze można ufać statystycznym ocenom w Internecie, a czasem zdać się na własną intuicję. Zawsze warto również próbować lokalnej kuchni, próbując dań typowych dla danego kraju i pamiętać, że wszystko smakuje lepiej w dobrym towarzystwie, a w przypadku Grecji, ze szklaneczką schłodzonego house wine.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *