Plan na podróż

Czarnogóra w tydzień

Czarnogórę jako kierunek podróży wybraliśmy drogą selekcji wybierając wśród miejsc, gdzie można było polecieć po kolejnym lockdownie i które terminowo wpasują się w daty możliwe na urlop w pracy. Wylecieliśmy z Katowic czwartkowym popołudniem i już po niecałych dwóch godzinach lądowaliśmy w Podgoricy. Odebraliśmy wypożyczony samochód, kupiliśmy kartę do telefonu z dużym pakietem Internetu i ruszyliśmy do pierwszego miejsca, gdzie nocowaliśmy (55 km drogi z lotniska).

I dzień

Owoce morza i ryby są bardzo popularne w Czarnogórze. W restauracyjnych menu królują kalmary, dorady i okoń, bez trudu można również zamówić krewetki w różnych odsłonach. Pierwszego wieczoru jedliśmy zarówno grillowane, jak i smażone panierowane kalmary. Pastrovica Dvori restauracja założona w 1988 roku to klimatyczne miejsce, gdzie przywitał nas sam właściciel, w przerwach w oglądaniu meczu na starym telewizorze zagadywał do nas i wypytywał.

Kalmary grillowane i smażone w panierce z frytkami i sałatką (14 euro), piwo 0,4 l – 2,50 euro w Pastrovica Dvori, Blizikuce

II dzień

Dzień rozpoczęliśmy od śniadania w restauracji z widokiem na morze. Już w godzinach porannych odczuwaliśmy, że dzień będzie bardzo upalny.

Śniadanie: omlet z serem (4 euro), sałatka szopska (3,50 euro), espresso (1 euro), herbata (1,50 euro) w Bankada, Blizikuce

Po śniadaniu wyruszyliśmy do miejscowości Canj (z miejsca noclegu ok. 10 minut), gdzie zaparkowaliśmy samochód przy ulicy (większość parkingów przy plaży była płatna ok. 4 euro za dobę). Na końcu deptaka przypominającego niestety Władysławowo w sezonie (stragany z chińskimi pamiątkami, smażone przekąski) znaleźliśmy postój wodnej taksówki, którą za 4 euro od osoby popłynęliśmy na plażę Kraljicina. To plaża na którą można się dostać tylko ze strony morza. Nie ma na niej praktycznie żadnej infrastruktury, więc prowiant warto wziąć ze sobą. W jedynym barze kupimy jedynie wodę i zimne piwo w puszce. Wracamy również wodną taksówką, która kursuje regularnie przez cały dzień.

Po plażowaniu udaliśmy się do miejscowości Petrovac na Moru. Zatłoczona plaża i deptak z samymi restauracjami – tak w skrócie można opisać to miejsce. Usiedliśmy więc na obiad i coś zimnego w jednej z tamtejszych tawern.

Obiad: Pasta „Rosa”, czyli makaron z krewetkami i z kurczakiem w sosie na bazie białego wina z czosnkiem i śmietaną (9 euro), okoń z frytkami (15 euro), na deser ciasto czekoladowe z wiśniami i espresso w Konoba Tramontana, Petrovac na Moru

Gdzie nocowaliśmy? Villa Horus, Blizikuce, 68 euro za 2 noce w pokoju z widokiem na morze, villa z prywatnym basenem, pokój bez dostępu do kuchni, ale z balkonem. Przepiękne miejsce w nierozsądnie niskiej cenie jak na taki standard i TAKI widok.

III dzień

Rzadko wracamy do tych samych miejsc. Po pierwsze dlatego, że lubimy się przemieszczać, a po drugie lubimy próbować jedzenia w różnych miejscach. Bankada była jednak idealna na śniadanie przed wyjazdem w kierunku Budvy.

Śniadanie: Jajka sadzone na boczku (4 euro), sałatka szopska (3,50 euro), bruschetta z pomidorami (4 euro) espresso (1 euro), herbata (1,50 euro) w Bankada, Blizikuce

Zanim jednak ruszyliśmy w tamtą stronę, to zdecydowaliśmy się na krótkie plażowanie na plaży Drobnij Pijesak. Samochód zostawiliśmy przy głównej drodze, bo czytałam, że przy samej plaży jest problem z parkowaniem, a przede wszystkim sam zjazd jest bardzo stromy. Faktycznie, na dole ciężko byłoby o miejsce, a na wąskiej drodze samochody wymijały się z trudem. Przy powrocie przypłaciliśmy to niestety wyczerpującym spacerem w upale, w pełnym słońcu i pod górę.

Zaraz potem wyruszyliśmy w kierunku punktu widokowego na Sveti Stefan, czyli prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalnego miejsca w Czarnogórze znajdującego się na większości pocztówek. Z tej perspektywy mała wysepka wygląda magicznie, obecnie jest miejscem 5-gwiazdkowego hotelu, gdzie na wykupienie noclegu mogą pozwolić sobie nieliczni.

Popołudniową kawę wypiliśmy w Vista Vidikovac z widokiem na stare miasto i czarnogórskie Hawaje. Miejsce ma niesamowity widok i pyszny jabłkowy strudel, ale niestety marną obsługę, która komentuje zachowania gości i nie kwapi się do szybkiej obsługi.

Wieczór spędziliśmy zwiedzając stare miasto w Budvie. Największy problem mieliśmy jednak z parkowaniem, bowiem przy starówce ciężko było znaleźć wolne miejsce, a ceny parkingów też były stosunkowo wysokie. (1,50 euro za każdą godzinę w dziennej taryfie i 2 euro w nocnej). Po długim spacerze skuszeni reklamą wieczoru z muzyką na żywo udaliśmy się do Coco Food & Sea – knajpki na plaży. Muzyki na żywo nie było, ale można było wypić piwo (3,50 euro za 0,5 l) z fajnym widokiem. Jak wiadomo piwo zaostrza apetyt, więc kolację zjedliśmy w restauracji Jadran. Nie liczyliśmy nawet na miejsce przy stolikach na plaży, do których ustawiały się gigantyczne kolejki. Usiedliśmy w środku i mieliśmy okazję porozmawiać ze starszym kelnerem. Tego dnia jedzenie nie było typowo czarnogórskie, bo zdecydowaliśmy się na sznycle i panierowane kotlety, ale za to na „poczekajkę” otrzymaliśmy pyszną pastę rybną z białym, zapewne wypiekanym na miejscu pieczywem.

IV dzień

Nasze wakacje w Czarnogórze zakładały jeden tzw. chill day, a więc plażowanie i dzień nad basenem. Plaża w Becici nie należy do najpiękniejszych, jest zatłoczona, a przede wszystkim otacza ją jeden wielki plac budowy. Być może za jakiś czas powstaną tu ekskluzywne hotele, jednak i tak nie zachęci nas to do ponownego odpoczynku właśnie w tym miejscu. Wieczorem przepyszne owoce morza zjedliśmy w restauracji Porat, tuż przed morzu. Restauracja składa się z trzech części i w każdej ciężko o wolny stolik. Kolacja: Talerz owoców morza (35 euro), piwo Nikisicko w cenie 3 euro za 0,5 l, kieliszek rakiji 2 euro, nakrycie (coperto) 1 euro za osobę

V dzień

Na ten poniedziałek mieliśmy znakomity plan, żeby udać się na tzw. hawajską plażę. Samochód zostawiliśmy na parkingu przy Slovenskiej Plazy (4 euro za cały dzień). Krótki rejs, który startował z Budvy wykupiliśmy za 5 euro od osoby, który startuje w Budvie. Po drodze, tym razem ze strony morza, obejrzeliśmy wysepkę Sveti Stefan.

Nie byliśmy na Hawajach, ale klify w pobliżu ich czarnogórskiej wersji robią wrażenie. Plaża jest w całości kamienista, na małej wysepce znajduje się też wiele zatoczek i dwie, a może trzy knajpki-restauracje.

Po powrocie postanowiliśmy przejść się nadmorskim deptakiem, aż dotarliśmy do Sambra Restaurant, aby przekonać się jak smakuje polecana pizza w Budvie.

Obiad: Pizza calabrese (9,50 euro), pizza diavolo (9 euro), 2 x piwo 0,5 l w cenie 3,80 euro, Sambra Restaurant, Budva

Gdzie nocowaliśmy: Villa Andjelina, Becici, 166 euro za 3 noce. Miejsce polecamy tylko ze względu na dobrą bazę wypadową do zwiedzania. Pokój duży i czysty, dostęp do basenu. Jednak obok plac budowy, a właścicielka mocno specyficzna.

VI dzień

Z Becici wyruszyliśmy do Zatoki Kotorskiej po drodze zatrzymując się na kawę w kawiarni El Rey z widokiem na plażę na której ponoć koncert dali Rolling Stonesi. Nie mogliśmy się doczekać kiedy w końcu zobaczymy słynną Zatokę Kotorską. To miejsce absolutnie magiczne, gdzie góry łączą się z wodą. Zwiedzanie zatoki zaczęliśmy od miejscowościu Prcanj i obejrzeniu budynku Tre sestre z którym związana jest nieco mroczna, a na pewno smutna historia. Następnie udaliśmy się w kierunku Kotoru, aby zobaczyć stare miasto. Byłam przekonana, że uda nam się wspiąć na kotorskie mury, jednak spacer po stromych schodach w 40-stopniowym upale okazał się ponad nasze siły. Wydawało nam się, że po godzinie 18 upał nieco zelżeje i to prawda – wydawało nam się. Stare miasto w Kotorze ma swój urok, my skupiliśmy się także na poszukiwaniu kociego muzeum, które jednak okazało się (wydaje się, że względu na remont) zamknięte. Usiedliśmy więc w jednej z knajpek (Bokun), gdzie zjedliśmy kotorską sałatkę. Objechanie wokół zatoki kotorskiej zajęło nam jedno spokojne popołudnie.

Byliśmy w Herceg Novi, gdzie zobaczyliśmy nieczynne więzienie (wstęp 2 euro), a następnie wypiliśmy zimne piwo w Caffe Sport na tamtejszym rynku. Kolację mieliśmy zamiar zjeść w polecanej niemal przez wszystkich BBQ Tanjga, słynącej z talerzy z wielką porcją grillowanego mięsa. Ostatecznie nie tknęłam prawie nic, mięso miało dziwny zapach (ze względu na użyte w nadmiarze przyprawy), przechodząc do brzydkiego ogródka należy przejść przez zaplecze na którym poza lodówką leżały surowe kurczaki, a toaleta dla gości była także dla pracowników – brudna co najmniej do tego stopnia jakby znajdowała się przy kopalni, a nie w restauracji. Kompletnie nie rozumiem zachwytu nad tym miejscem.

Gdzie nocowaliśmy? Apartments Marković, Adres: Muo (miejscowość niedaleko Kotoru), 74 euro za 2 noce w mieszkanku z przepięknym widokiem na Zatokę Kotorską. Apartamenty mają takżse dostęp do niewielkiego basenu i bezpłatny parking na maksymalnie 4 samochody, na którym o dziwo zawsze znaleźliśmy miejsce.

VII dzień

Rejs prywatną motorówką po Zatoce Kotorskiej? Czemu nie! Dzień wcześniej na balkonie w naszym mieszkanku znalazłam firmę, która organizuje takie rejsy. Sea Stars Kotor to firma, która zasługuje na totalne polecenie. Okazało się, że oprócz kapitana płynęliśmy tylko we czwórkę. Jednak uwaga dla kogoś z chorobą morską: podczas rejsu nieźle buja! Pierwszy, 15-minutowy przystanek to wysepka Our Lady on the Rocks, następnie podpływamy do miejsc dla łodzi podwodnych używanych podczas wojny, a także mijamy nieczynne już więzienie dla więźniów politycznych, w miejscu którego wkrótce ma powstać luksusowy hotel.

Po powrocie decydujemy się na wieczór w Tivatcie – najbardziej luksusowej miejscowości Czarnogóry, porównywanej do Monako. Kolację jemy w restauracji stylizowanej na angielską – Big Ben, gdzie próbujemy rybnej zupy, Piotr wybiera steka z pieczarkami, a ja okonia z ziemniakami i blitwą, na wzór tego dodatku, który jadłam w Chorwacji.

VIII dzień

W porannych godzinach wyjechaliśmy z Kotoru w kierunku lotniska w Podgoricy. Po zdaniu samochodu w wypożyczaliśmy mogliśmy już wsiadać do samolotu w kierunku Katowic. W związku z tym, że w Czarnogórze wynajem samochodów chyba nie jest jeszcze aż tak powszechny musicie nastawić się na to, że pracownicy wypożyczalni bardzo dokładnie oglądają samochód przed jego oddaniem. Do tej pory tak uważna kontrola nie zdarzyła się nam w żadnym innym kraju. We Włoszech (biorąc pod uwagę ich styl jazdy i parkowania) w ogóle nie zwracali na to uwagi, a w USA przy wykupieniu odpowiedniego ubezpieczenia wystarczy, że samochód będzie w jednym kawałku. Tutaj jednak za niewidoczne wręcz zarysowanie zablokowano nam na karcie sporą kwotę, aż do czasu wyjaśnienia tego z ubezpieczalnią. Co do powrotu ciekawostką będzie też fakt, że do samolotu można zabierać płyny, czyli przejście z 1,5-litrową butelką wody mineralnej przez stanowiska odprawy nie stanowi żadnego problemu.

Czarnogóra to mały kraj, który ma jednak wiele do zaoferowania zarówno pod względem niesamowitych widoków, jak i smacznej kuchni. Spędziliśmy w tym kraju tydzień, wypożyczyliśmy samochód i jechaliśmy wzdłuż wybrzeża od Budvy do Zatoki Kotorskiej i wszystkim będziemy polecać taką wycieczkę.

  • Wszystkie informacje i ceny pochodzą z końca czerwca 2021

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *