Jeden dzień w Malmo
Umówmy się, że Malmo to nie jest miasto do którego musisz pojechać. Ale możesz. My zdecydowaliśmy się je odwiedzić w Majówkę i połączyć ze zwiedzaniem Kopenhagi.
Mimo, że lądowaliśmy na lotnisku w Malmo, to najpierw pojechaliśmy na weekend do Kopenhagi, która była naszym głównym kierunkiem. Po dwóch nocach w Danii porannym pociągiem pojechaliśmy do Szwecji. Nocleg mieliśmy zarezerwowany w Moment Hotels (295 zł za noc dla dwóch osób, cena obejmowała śniadanie), naprzeciwko dworca kolejowego. Lokalizacja hotelu była idealna: zarówno blisko dworca, jak i głównego placu Stortorget i Lillatorg, w odległości dłuższego, ale jednak, spaceru na plażę, a nieco bliżej było do hali targowej Saluhall. Spod hotelu odjeżdżały również autobusy Flygssburna bezpośrednio na lotnisko.

Zostawiliśmy bagaże w hotelu i rozpoczęliśmy spacer po Stortorget i Lillatorg.

Następnie poszliśmy do Saluhall, a konkretnie do kawiarni St. Jakobs, żeby kupić słynne kanelbulle (bułeczki cynamonowe) i kardamummabullar (bułeczki kardamonowe). Zaopatrzeni w słodycze ruszyliśmy w kierunku Ribersborg Beach, aby oddać się tam szwedzkiemu zwyczajowi zwanego fika. Fika to przerwa na kawę i coś słodkiego, rytuał o który Szwedzi bardzo dbają. Odległość z hali targowej na plażę to 2,7 kilometra. W jej pobliżu nie ma już dosłownie żadnego sklepu, więc jeżeli chcecie trochę dłużej spędzić na plaży, to nie popełnijcie tego błędu co my i już wcześniej kupcie napoje. Bułeczki zjedliśmy z widokiem na Turning Torso, czyli charakterystyczny, zakręcony wieżowiec.


Plaża w Malmo jest brzydka, nie zachęca do dłuższego odpoczynku ani spędzenia tam dnia, ale też na nie nastawialiśmy się na niesamowite widoki ani kąpiele w morzu. Dobrze, że mieliśmy coś na osłodę. Na końcu molo znajduje się restauracja z fajnym tarasem, gdzie wypiliśmy szwedzkie piwo Mariestads z widokiem na Øresund, czyli most nad Sundem.

Po długim powrotnym spacerze udaliśmy się ponownie do Saluhall, gdzie chcieliśmy zjeść jakiś pyszny obiad. Wybraliśmy Pink Head Noodle Bar, gdzie zjedliśmy Kung Pao Chicken z panierowanym kalafiorem, orzeszkami i ryżem oraz pikantną wieprzowinę z orzeźwiającymi kawałkami zielonego ogórka. Porcja kosztowała 140 szwedzkich koron, czyli ok. 60 złotych. To było absolutnie przepyszne azjatyckie jedzenie, które bez zastanowienia zjadłabym ponownie.

Plan na wieczór był jeden: wypić piwo w szwedzkim barze przy Lillatorg. Biorąc pod uwagę ilość osób chyba najbardziej popularnym miejscem (a przez to też dużo droższym) był Mello Yello. My jednak wybraliśmy Lion Bar, gdzie w przystępnej cenie mogliśmy kupić duży kufel piwa oraz przegryźć nachosy zapiekane serem i podawane z guacamole i salsą.

Rano w hotelu mieliśmy zapewnione śniadanie, które okazało się bardziej rozbudowane niż się spodziewałam. Przede wszystkim było pyszne, chrupiące pieczywo, dwa rodzaje żółtego sera, salami, szynka, ogórki, ale także coś dla fanów owsianki i granoli. Do tego zimne i ciepłe napoje, wszystko co potrzebne przed tym żeby wyruszyć w kierunku lotniska. Bilet autobusowy kupiliśmy na stronie Flyggsburna w cenie 258 koron szwedzkich za dwie osoby, czyli w granicach 113 złotych.

Malmo to nie jest miasto, które musisz odwiedzić. Ale możesz. Spędzisz tam miły dzień na spacerze, zjesz coś pysznego i z prawdziwą przyjemnością poznasz ten region Szwecji.



