Neapol i Wybrzeże Amalfi – plan podróży
Neapol i okolice zwiedzaliśmy w marcu, pogoda była zdecydowanie ładniejsza niż w tym czasie w Polsce, jednak nie jest to szczyt sezonu, więc momentami trzeba liczyć się z opadami deszczu. Jednak dzięki temu, że nie jest to okres wakacyjny turystów jest mniej (chociaż mylicie się jeżeli myślicie, że jest ich mało). Do Neapolu przylecieliśmy w godzinach wieczornych z Tel Avivu, jednak oczywiście tanie linie oferują dogodne połączenia także z Polski.
DOJAZD Z LOTNISKA I NOCLEG
Dojazd z lotniska do centrum: Alibus shuttle z lotniska do Neapolu (odjeżdża sprzed terminala), 5 € za osobę w jedną stronę, jeździ co 20-30 minut od 06:00 do 00:00. Po 15 minutach wysiada się na Piazza Garibaldi.
Nocleg: The Fresh Glamour Accommodation – niecałe 400 € za 5 nocy dla 2 osób. Z „glamour” i „fresh” miał niewiele wspólnego, jednak miał znakomitą lokalizację oraz (jak na Neapol) przyzwoitą cenę. Do „apartamentów” wchodzi się przez (dosłownie) dziurę w dużych, charakterystycznych dla Neapolu drzwiach, korytarze i sam pokój jest ciemny, ale w środku jest czysto. Nie nastawiajcie się na miły kontakt z właścicielką, która czasem pojawia się w prowizorycznej recepcji, jest dosyć zachowawcza i ciężko porozumieć się w języku angielskim. Natomiast bez problemu można zostawić bagaże, jeżeli lot jest w późniejszych godzinach, a doba hotelowa już się skończyła.

SŁODKIE ŚNIADANIA W GRAN CAFE GAMBRINUS
Pierwszego dnia rano wybraliśmy się (co do nas nietypowe) na słodkie śniadanie. Nie mogliśmy zacząć inaczej jak od najsłynniejszej kawiarni w Neapolu, czyli Il Gran Cafe Gambrinus. Jak dobre były to słodkości i jak cudowna kawa świadczy fakt, że ostatniego dnia podczas naszego pobytu byliśmy tam ponownie. To tam wypiłam pierwszą caffe nocciola, czyli ciemną kawę z kremem z orzechów laskowych, której bezskutecznie szukam w Polsce do dnia dzisiejszego oraz zjadłam idealną crostatina di fragoline, czyli tartę z poziomkami. Piotrek wybrał deser o nazwie „Vesuvio”, który miał ciasto w stylu sfogliatella (cieńsze i chyba bardziej chrupiące niż francuskie). Podczas drugiej wizyty zaszaleliśmy jeszcze bardziej wybierając kawę z kremem pistacjowym oraz mix pięciu mniejszych deserów idealnych, aby wszystkiego spróbować. To słodkie śniadanie byłoby wystarczającym powodem, żeby wrócić do Neapolu (a jeżeli czytaliście wpis o pizzy w Neapolu, wiecie, że tych powodów jest jeszcze więcej).


WEZUWIUSZ
Tego dnia zdecydowaliśmy się wyruszyć na Wezuwiusz. Aby tam dotrzeć należy wsiąść do Circumvesuviana, czyli rodzaju podmiejskiego pociągu i przejechać ze stacji Piazza Garibaldi do Ercolano Scavi (kierunek Sorrento). Podróż nie zajmie więcej niż 20 minut. Ze stacji Ercolano przejdźcie w miejsce, skąd odjeżdżają autobusy Vesuvio Express, a w kolejne 20 minut dojedziecie do wejścia do parku narodowego. Za bilet na autobus (w dwie strony) oraz wstęp do parku zapłacicie 25 € od osoby. Na miejscu będziecie mieli równe 90 minut, ponieważ musicie wrócić dokładnie tym samym autobusem, którym przyjechaliście. Od punktu w którym zatrzymuje się autobus jest kawałek do przejścia na szczyt wulkanu. Spokojnie zdążycie jednak wejść i zejść oraz będziecie mieć czas na kilka zdjęć i podziwianie widoku z góry.



POMPEJE
Przed kolejnym dniem zwiedzania musieliśmy oczywiście zjeść jakieś śniadanie (o dużych śniadaniach we Włoszech nie może być mowy, ale jak już znajdziecie jakieś wytrawne warto z tego skorzystać). My kupiliśmy panino napoletano, czyli rodzaj zawiniętych kanapek-pizzerinek w Pimó pizzetteria w Neapolu. Były ciepłe i pyszne ze sporą ilością nadzienia, nie kosztowały więcej niż 3 € za sztukę. Następnie skierowaliśmy się do Nayman Cafe, aby wypić kolejną kawę nocciola oraz oczywiście włoskie espresso.


Wprawdzie zwiedzanie Pompei możecie połączyć z wizytą na Wezuwiuszu, ale my zostawiliśmy sobie to na inny dzień głównie z tego powodu, że nad wulkanem już zbierały się chmury. Pompeje nie są niewielkim stanowiskiem archeologicznym, a sporym miasteczkiem, którego zwiedzanie w całości polecam tylko dla prawdziwych historycznych pasjonatów. Dla pozostałych pierwsza fascynacja świetnie zachowanymi wykopaliskami ustępuje po czasie lekkiemu znudzeniu. Koszt wstępu to 18 € od osoby, nie opłaca się kupować biletów przez internet (doliczana opłata rezerwacyjna) – chyba, że w wysokim sezonie (biorąc pod uwagę większe zainteresowanie), ale w marcu nie było kolejki do kasy. Unikajcie również wszelkich naciągaczy, których jest sporo w drodze z dworca. Przy planowaniu zwiedzania w marcu weźcie pod uwagę, że ostatnie wejście jest o godzinie 15:30, gdyż wykopaliska są wtedy otwarte do godziny 17:00.

Po zwiedzaniu Pompei udaliśmy się do Sorrento – miasta cytryn, aby zobaczyć niesamowitą panoramę wybrzeża, pobłądzić wśród uliczek ze straganami oraz wypić pyszne limoncello spritz. Tam również dojedziecie pociągiem.

WYBRZEŻE AMALFI
Jednym z powodów dla których odwiedza się Neapol jest Wybrzeże Amalfi. Zaraz po pysznej tarcie z poziomkami i kawie z kremem orzechowym to powód by tam wrócić. Biorąc pod uwagę kręte drogi wzdłuż wybrzeża, styl jazdy Włochów i własne zdrowie (także psychiczne) skorzystaliśmy z autobusów SITA, które kursują pomiędzy miasteczkami. W zależności od od tego ile miasteczek chcecie zobaczyć możecie wybrać bilety jednorazowe lub całodzienny. Jedne z biletów kupicie u kierowcy (jak np. na trasie Neapol – Amalfi) po drugie będziecie musieli biec do jednej z kawiarni (na trasie Amalfi – Positano), a jeszcze innych będziecie musieli szukać w jednym z kiosków (powrót z Positano do Sorrento, a następnie pociąg do Neapolu). W Amalfi przejdźcie się tamtejszymi uliczkami i usiądźcie przy głównym placu, żeby przepłacić (10 €) za absolutnie tego warty sorbet cytrynowy podany w dużej wydrążonej cytrynie. W tym miasteczku punktem obowiązkowym jest katedra św. Andrzeja, a raczej widok z góry. Tuż przy przystanku autobusowym traficie na fajną knajpę z widokiem na morze, gdzie wypijecie negroni i aperol spritz (w karcie jest sporo drinków w przystępnych cenach). Następnie można już wyruszyć do Positano – jednej z wizytówek wybrzeża. W marcu na Spiaggia Grande nie było leżaków, więc można było spędzić przepiękne popołudnie siedząc na piasku i wpatrując się w morze. Rewelacyjnych punktów widokowych nie musicie długo szukać, tuż po tym jak wysiądziecie z autobusu traficie na ulicę via Cristoforo Colombo Waszym oczom ukaże się przepiękna panorama Positano.W tym czasie dopiero otwierały się poszczególne restauracje, a my trafiliśmy na absolutną perełkę, czyli Saraceno d’Oro. Restauracja znajduje się przy ulicy na wzgórzu i zjedliśmy tam smażone ryby i owoce morza (każda porcja 20 €). Zdecydowanie warto.




WYSPA PROCIDA
Prawdziwą perełką okazała się jednak wysepka Procida – podobno często pomijana na rzecz bardziej popularnej wyspy Capri. Na Capri nie byliśmy (nadrobimy, podobnie jak Ischię), ale w wyspie Procida zakochaliśmy się na zabój. Płynęliśmy z portu Molo Beverello (w centrum miasta) w Neapolu promem (podobno na wodolotach jest strasznie). Prom wypływał o godzinie 09:25 i kosztował 14,10 € za osobę w jedną stronę. Dopłynęliśmy do Marina Grande, czyli portu, a stamtąd rozpoczęliśmy już tułaczkę po wyspie bez większego planu. Aby dojść na słynny punkt widokowy kierujcie się na Terra Muratta. W jednym z małych sklepików warto również zdegustować i zakupić (zapomnieliśmy o sieście i sklepy później były już zamknięte…) miejscowy gin. Mały lunch (sałatkę caprese w cenie 9 €) zjedliśmy w knajpce Malazze w porcie z widokiem na morze. Popołudnie spędziliśmy na Spiaggia Chaia z butelką zakupionego w sklepie włoskiego wina. Dolce vita.



Ostatni dzień w Neapolu… odpoczywaliśmy. Akurat! Wybraliśmy się z centrum miasta do zamku Sant’Elmo (po drodze zobaczyliśmy jeszcze murale Maradony na Quartieri Spagnoli, fanów i turystów było tak wiele, że ciężko było do nich dojść i zrobić roządne zdjęcie). Quartieri Spagnoli to również ta sama uliczka na której wieczorami wypijecie kubeczek spritza (w wersji: aperol, limoncello oraz meloncello) za 1 €. Droga na zamek z centrum Neapolu to wprawdzie 2 kilometry w jedną stronę, jednak jest to trasa pod górę i po schodach. Widok z zamku wynagradza jednak tę drogę. Wstęp do zamku kosztuje 6 €. Naszą wycieczkę po Neapolu i okolicach zakończyliśmy, a jakże, w pizzerii. Wprawdzie chcieliśmy odwiedzić Gino e Toto Sorbillo, jednak kolejki były takie, że trafiliśmy do całkiem innej i było (zapewne) również pysznie jak wszędzie w tym mieście.


Co planujemy następnym razem będąc w Neapolu i okolicach? Na pewno chcę wrócić na Procidę, ale również odwiedzić wyspy Capri i Ischia. Może uda nam się też wypić la spremuta, czyli świeżo wyciskany sok z pomarańczy w barze Nilo oraz zjeść coś pysznego w Ristorante Nanelle Napoli, która jest knajpką ze śpiewającymi kelnerami. Poza tym wszystko co nas tam spotkało powtórzyłabym chętnie raz jeszcze, a może dwa – czas pokaże.




