Gdzie zjeść na Majorce?
Na Majorce zjecie dobrze, dużo i o dziwo nie tak drogo. Spróbujecie pysznych ryb i owoców morza przygotowywanych w każdym wydaniu od smażonych, panierowanych po pieczone. Możecie tu zjeść paellę, w naszej opinii, lepszą niż ta w okolicach Walencji i przekąsić coś w sieciówce „100 Montaditos”, której popularność wybiega daleko poza Hiszpanię. Gdy będziecie przejedzeni morskimi przysmakami zjecie burgera czy sznycla. Nie zabraknie także czegoś dla wielbicieli słodkości. Podążajcie tym szlakiem, a na pewno się nie zawiedziecie.
Figueret – Alcudia
Tutaj zjedliśmy pierwszą kolację na Majorce (nie licząc słonych bułeczek ze szpinakiem lub z serem kupionych przed wyjściem na plażę w Lidlu) i smakowała nam wybitnie. Może to zasługa małej ilości snu i/lub dużej ilości wypitego wina, ale trzeba przyznać, że zamówiona patera z owocami morza wyglądała imponująco. Zamówiliśmy dwie porcje smażonych kalmarów jedne z nich były w formie panierowanych krążków (18,80€), a drugie to smażone małe kałamarnice “chipirones” (16,20€)). To wszystko zostało podane na nasz stół równocześnie z paterą owoców morza o nazwie „The Figueret platter” (30,90€ za osobę, my wzięliśmy porcję na wymagane minimum 2 osoby). Na talerzu znajdowały się krewetki, dwa rodzaje kalmarów, trzy rodzaje muszli (ciemne, jasne oraz takie, których próbowaliśmy po raz pierwszy w kształcie brzytwy) i trochę croquetas. Nie zamawiajcie więcej, nie dokładajcie chleba czy ziemniaków, ta porcja jest idealna dla czterech osób.

100 Montaditos – Palma de Mallorca
Znana hiszpańska sieciówka idealna na kufel zimnego piwa i proste przekąski podczas zwiedzania stolicy wyspy. 100 Montaditos oznaczające dosłownie „100 kanapek” znajdziecie w wielu hiszpańskich miastach, ale także we Włoszech i podobno w Ameryce Łacińskiej. My zamówiliśmy naprawdę proste rzeczy do pochrupania czyli frytki z sosami, oliwki, nachosy z guacamole i sosem serowym oraz to co przypadło nam do gustu najbardziej czyli hiszpańskie croquetas z szynką. Plusem oprócz tego, że jest to miejsce gdzie zjecie „na szybko” są też ceny, ponieważ za porcje 13 croquetas płaci się 7€ (na cztery osoby weźcie od razu dwie porcje), za porcję frytek czy nachosów 2€, a za duży kufel piwa 3€ . Nie spodziewajcie się niebywałych doznań smakowych, umówmy się to frytki i nachosy, ale za to możecie posilić się w drodze do kolejnych punktów podczas zwiedzania i zjeść tapasy podobnie jako lokalsi.


Restaurant Illeta – Playa de Camp de Mar Andratx
Restauracja Illeta wygrywa swoją lokalizacją, ponieważ jest położona na małej wysepce na morzu do której z plaży można (i trzeba) dojść wąskim mostkiem. W restauracji lubią mieć swoje zasady: oprócz znanej, że każdą paellę zamawia się na minimum dwie osoby obowiązuje także ta, że dla czterech osób możecie zamówić tylko jeden rodzaj. Jednak udało nam się tam zjeść wyśmienitą paellę z owocami morza (paella ciega de pescado y marisco) – 26€ za osobę, czyli dla czterech osób 104€ za sporej wielkości patelnię wypełnioną znakomitym ryżem i masą owoców morza i ryb. Nie pożałujecie. Warto przyjść tuż przed zachodem słońca i jak w wielu obleganych restauracjach na Majorce warto wcześniej zrobić rezerwację (jest możliwość przez ich stronę).


Groenk Bistro & Grill – Deiá
Jeżeli tylko uda się wam zaparkować w Deiá wybierzcie się do Groenk (drugą restaurację mają w Fornalutx). Restauracja została stworzona przez parę z Węgier i oferuje ładny ogródek oraz dania przyrządzone na grillu węglowym. Spróbowałam tam burgera z jalapeno i konfiturą z czerwonej cebuli (21€ za porcję z frytkami), Piotrek wybrał ich (podobno) słynnego sznycla z iberyjskiej wieprzowiny z sałatką ziemniaczaną i korniszonami (25€), a Klaudia i Łukasz zdecydowali się na rybę dnia z grillowanymi warzywami (28€). Każdy z nas zamówił też piwo Rosa Blanc (4,50€ za małą butelkę). O dziwo (wbrew sugerującej tak nazwie) nie jest to piwo pszeniczne. Bez problemu kupicie je też w sklepach na Majorce w bardziej przyzwoitej cenie. Aha, zróbcie rezerwację przez stronę internetową, bo ciężko o stolik mimo, że wydawałoby się, że kilka nadal jest wolnych.


El Baúl Restaurant – Portopetro
Zjawiskowo podane i pyszne szaszłyki (w postaci szpady). Zdecydowaliśmy się na specjał tego miejsca z ośmiornicą (miękka, naprawdę pyszna) i drugi z wołowiną (odpowiednio 26€ oraz 22€). Każdy z nich podawany jest z sosem (wersja z ośmiornicą z limonkowym, a z wołowiną z ostrym) oraz pieczonymi ziemniakami. Porcja wydaje się spora, ale zamawiając dwie szpady na cztery osoby trochę żałowaliśmy, że nie wzięliśmy więcej. Domówiliśmy więc smażone panierowane kalmary (12€) oraz papryczki padron (10€). Mają też wybór win w naprawdę dobrych cenach. Miła obsługa i widok na port. Tego, że trzeba zrobić rezerwację nie muszę chyba dodawać?


Restaurante Can Manolo – Cala Ratjlada
Restauracja posiada sporo miejsc, miłą chociaż zabieganą obsługę i zjecie tam pyszne ryby oraz najlepszy sos aioli (jak się okazało kupiony w sklepie, ale przy tym smaku kto by się tym przejmował). Na „poczekajkę” dostaliśmy kawałki smażonego morszczuka ze wspomnianym sosem, a na zakończenie rybnej uczty po kieliszku likieru z Majorki. Menu jest obszerne, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Ja wybrałam filet z okonia (15,50 €), Piotrek zamówił filet z dorady (15,50 €), Klaudia krewetki w czosnkowej oliwie (16€), a Łukasz żabnicę z krewetkami (18€). Każde danie było podane z chrupiącymi frytkami i zieloną sałatą. Miejsce niepozorne, na deptaku w turystycznym miejscu, ale z naprawdę pyszną kuchnią.



Don Pedro – Port de Soller
Jeżeli będąc na Majorce znudzą się wam ryby i owoce morza wpadnijcie na smaczne burgery do Don Pedro w Port de Soller. Wybór jest spory, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Połączenia smaków są na tyle ciekawe, że ciężko się na coś zdecydować. Ja z Łukaszem zamówiliśmy te same burgery o nazwie „Micky el cuate” (17,25€) z serem cheddar i jalapeno, guacamole, pico de gallo (rodzaj meksykańskiej salsy z pomidorów, cebuli, papryczki chilli, kolendry i soku z limonki). Piotrek wybrał burgera z wołowiną Wagyu, który ze względu na rodzaj mięsa był nieco mniejszy i wysmażony w stylu medium rare (19,95 €), a podany z pieczarkami i majonezem truflowym. Klaudia zdecydowała się na burgera „La Cabra” (17,25€) z kozim serem, pieczarkami i karmelizowaną cebulą. Jeżeli musimy się do czegoś przyczepić to do tego, że burgery nie były gorące (może za sprawą niepodgrzanej bułki). Nie wszystkim zasmakują też charakterystyczne frytki (bardzo cienko krojone), ale według mnie były domowe i chrupiące. Uroku dodaje lokalizacja, bo lokal znajduje się na deptaku nad samym morzem. Macie też możliwość zamówienia pysznych drinków np. tinto de verano (hiszpański specjał będący połączeniem czerwonego wina i „gaseosy” – coś w stylu sprite) czy „canonita spritz” na bazie majorkańskiego pomarańczowego likieru.
A na deser?
Spróbujcie coca de patata, które nas zaskoczyły, były miękkie i puszyste, a nastawialiśmy się na coś całkiem innego, ponieważ te bułeczki są przygotowywane… z ziemniakami i smalcem. Po upieczeniu należy oprószają je cukrem pudrem. Słynie z nich miasteczko Valdemossa, gdzie podobno zjecie najlepsze. My zjeliśmy je w „Sa Foganya”, ponieważ w polecanej „Ca’n Molinas” już ich zabrakło. Mieliśmy tam też okazję po raz pierwszy wypić „horchatę”, czyli napój pochodzący z Walencji. Pozornie nie zachęca przypominając rodzaj brudnego mleka (produkuje się go z cibory jadalnej, czymkolwiek jest), a w rzeczywistości za sprawą cynamonu, cukru i prawdopodobnie wanilii jest słodki i nie zawiera laktozy. Na Majorce próbowałam też wypieku o nazwie „ensaimada”, który przypomina ciasto francuskie (zwinięte w formie ślimaka), ale było to nijakie i nie do powtórzenia. W Soller czekając na przejazd charakterystycznego tramwaju warto wypić natomiast szklankę wyciskanego soku z pomarańczy, a jeszcze lepiej „Soller Bomb”, czyli napoju z soku pomarańczowego, lodów i jogurtowej pianki.
¡Buen provecho! – Smacznego!





